Bogactwo = szczęście?

W dobie kultu pieniądza coraz częściej można napotkać opinie, jakoby właśnie tak miało być, a bałwochwalstwo stało się czymś nie godnym potępienia, a tym, do czego należałoby dążyć. Mawia się, że pieniądze szczęścia nie dają, jednakże w odpowiedzi można usłyszeć, że i owszem, lecz wygodniej jest płakać w Ferrari. O ile pieniądze bezsprzecznie stanowią kwestię wyjątkowo ważną, gdyż zapewniają określone możliwości, to jednak czasami wydajemy się zapominać właśnie o tym – że powinny one stanowić środek do celu, nie zaś cel sam w sobie.

Zgryźliwy bogacz

Chyba każdy z nas kojarzy postać Ebenezera Scrooge’a – stworzoną w XIX wieku przez Charlesa Dickensa postać. Skąpy starzec, choć posiada pokaźny majątek, to jednak raczej mało kto (o ile w ogóle ktokolwiek!) byłby w stanie uznać go za postać pozytywną.
Po trupach do celu – właśnie tak mogłoby brzmieć jego motto życiowe. Wraz z rozwojem lektury obserwujemy jednak zachodzącą w nim przemianę, która stanowi skutek niespodziewanych odwiedzin duchów.

Jasna konkluzja

Całość historii zawartej w Opowieści Wigilijnej ukazuje nam dwa przeciwstawne spojrzenia na kwestię pieniędzy:

1) Traktowanie ich jako wartości samej w sobie

2) Sytuacja życiowa powiązana z brakiem wystarczających funduszy

Morałem skierowanym do czytelnika wydaje się być zatem zdolność do zachowania umiaru, a także nie zatracania samego siebie w pogoni za dobrami doczesnymi. Spróbujmy zatem co jakiś czas spojrzeć na siebie z boku, by zobaczyć, czy pogoń zwana życiem nie przekierowała nas na inny tor, którym niekoniecznie warto podążać.